"Uratowane dzięki sztuce. Jak twórcy pielęgnują pamięć o zawodach, które znikają?"

Współcześnie coraz trudniej znaleźć osobę, która od razu przywoła sens zajęcia czapnika, bednarza czy latarnika. Nazwy dawnych profesji, jeszcze w XX wieku obecnych w powszednim pejzażu społecznym, znikają z obiegu językowego oraz z pamięci wielu osób. Razem z nimi słabnie przekaz międzypokoleniowy – deficyty, zwłaszcza wśród najmłodszych, uwidocznił raport Edukacja dla pamięci przygotowany dla Instytutu Pamięci Narodowej. W realiach narastającej amnezji kulturę postrzega się jako najmocniejszy strażnik dziedzictwa. Artyści – autorzy książek, twórcy filmów, malarze i fotografowie – przejmują zadanie świadomego utrwalania minionych światów, podejmując wysiłek zachowania opowieści o ludziach oraz ich rzemiosłach. W swoich realizacjach nie ograniczają się do rejestracji narzędzi czy sposobów pracy, przedstawiają również etos działania, codzienne zmagania oraz społeczną wagę zawodów znikających z krajobrazu, przenosząc je z warsztatów i pól do zbiorowej wyobraźni – tam mogą trwać bez końca.

Zawody minionych epok na marginesie współczesności

Proces wypierania dawnych profesji trwa od czasów rewolucji przemysłowej, lecz dopiero cyfrowa zmiana realiów nadała mu obecne tempo. Rzemieślnicze specjalizacje – między innymi garncarstwo, kowalstwo, bednarstwo i kołodziejstwo – przez długie stulecia wspierały niezależność społeczności lokalnych. Ich znaczenie malało równolegle z ekspansją przemysłu oraz rozwojem produkcji taśmowej, dostarczającej wyrobów tańszych i szerzej dostępnych. Upodobania odbiorców zmieniały się wraz ze stylem życia. Maszynowo wytwarzane gwoździe wyparły te formowane ręcznie, stal nierdzewna przejęła funkcję glinianych naczyń, a beczki drewniane ustąpiły pola plastikowym i metalowym zbiornikom. W cieniu pozostały również inne specjalności – choćby zduństwo, które straciło znaczenie przez popularyzację ogrzewania centralnego, oraz mobilne rzemiosła pokroju koronkarek czy ostrzycieli noży.

Zanikanie tych zajęć pociąga za sobą nie tylko skutki gospodarcze. Każdy mistrz nosił w sobie niepowtarzalne, często przekazywane ustnie know-how związane z surowcami, technikami oraz narzędziami. To dziedzictwo – ukształtowane na gruncie doświadczenia i prób – znika bez śladu, jeśli nie zostanie odpowiednio udokumentowane i przekazane dalej.

Wizerunki zawodów, które odeszły w cień

Literatura i sztuka pełnią funkcję skarbca, w którym przemijające profesje odnajdują ostatnie schronienie. Artyści, poruszeni przemianami dawnego świata, z niezwykłą starannością przywracają jego atmosferę, wzbogacając ją o uniwersalne przesłanie. Ich dzieła pozwalają nie tylko ujrzeć codzienność ginących zajęć, lecz także uchwycić ich tempo, odkryć głębszy sens oraz uznać wagę wysiłku wpisanego w każdą z tych ról.

Żniwiarz – rytm życia podporządkowany sezonowości

Wizerunek żniwiarza, ucieleśniający mozolną, powtarzalną pracę na roli oraz głęboką relację z przyrodą, znalazł trwałe miejsce w polskim dziedzictwie kulturowym. Obraz codzienności na wsi i wysiłku towarzyszącego zbiorom z wyjątkową starannością został oddany w „Chłopach”. Reymont z ogromną wnikliwością przedstawia kolejne fazy prac na polu. Jego narracja pozwala niemal przenieść się w tamten czas i odczuć rytm dawnych dni.

Chałupy były pozawierane, bo wszystko, co jeno żyło i mogło się dźwignąć z miejsca, ruszało do żniw, że nawet dzieci, nawet stare i schorzałe, nawet pieski rwały się z postronków i ciągnęły od opustoszałych domostw za narodem. Że już na wszystkich polach, jak jeno było można sięgnąć okiem, w straszliwym skwarze, wśród zbóż złotawych, w rozmigotanem i ślepiącem powietrzu, od świtu do późnego wieczora połyskiwały sierpy i kosy, bielały koszule, czerwieniały wełniaki, gmerali się niestrudzenie ludzie i szła cicha, wytężona robota, i nikto się już nie lenił, na somsiadów nie oglądał, o niczem drugiem nie myślał, a jeno, przygięty nad zagonem kiej wół, w pocie czoła pracował.

(Władysław Reymont, „Chłopi”, Tom IV – Lato)

Utrwalone na płótnach Młodej Polski sceny z codzienności wsi – między innymi w twórczości Józefa Chełmońskiego – oddają rytm życia podporządkowany pracy. Filmowa wersja „Chłopów” wprowadziła nową jakość w ukazaniu żniw, podkreślając z wyjątkową siłą obrazową zarówno trud, jak i majestat tej czynności. Współcześnie widok ten uległ przemianie – rolę ludzi oraz tradycyjnych narzędzi przejęły maszyny rolnicze. Kombajny i ciągniki całkowicie przeobraziły oblicze dzisiejszych terenów uprawnych.

Zdun – mistrz domowego ciepła

Osoba zajmująca się wznoszeniem i renowacją pieców kaflowych odgrywała niegdyś istotną rolę w życiu domowym. Tworzone przez nią konstrukcje stawały się sercem mieszkania – zapewniały ogrzewanie, a także służyły do przyrządzania potraw. Do wykonywania tego zawodu potrzebna była rozległa znajomość zagadnień związanych z cyrkulacją ciepła, charakterystyką materiałów oraz dbałość o detale, gdyż od zdolności rzemieślnika zależało bezpieczeństwo oraz wygoda domowników.

W literaturze postać zduna rzadko znajduje się w centrum wydarzeń. Najczęściej pojawia się w tle fabuły, w kontekście realiów historycznych lub codziennych zajęć dawnej społeczności. Jednym z najbardziej rozpoznawalnych przedstawicieli tej profesji pozostaje Mirsz, znany z kart „Starej baśni” autorstwa Józefa Ignacego Kraszewskiego. Obecnie piece kaflowe ponownie zyskują uznanie, pełniąc funkcję dekoracyjną o wysokim prestiżu. Rzemiosło zdunowskie przeżywa delikatne ożywienie, choć jego zasięg nie dorównuje dawnym czasom. Archiwalne zdjęcia, filmy oraz wspomnienia nielicznych jeszcze ekspertów stanowią dziś istotne źródło wiedzy dla twórców, którzy pragną przywracać dawne formy i technologie, korzystając ze sprawdzonego know-how.

Kołodziej – mistrz rzemiosła, dzięki któremu świat się toczył

Wytwarzanie kół drewnianych do wozów i powozów należało do obowiązków kołodzieja – fachowca, którego znaczenie zatarł rozwój techniki. Pojawienie się opon i ich masowa produkcja skutecznie wyeliminowały potrzebę kontynuowania tej profesji. Jednak jej rola w rozwoju cywilizacji pozostaje nie do podważenia. Bez wytrzymałych kół nie byłoby możliwe ani przewożenie towarów, ani szybkie poruszanie się armii. Kołodziej funkcjonuje również w polskim imaginarium kulturowym. Wskazuje na to choćby postać legendarnego Piasta Kołodzieja – symbolu pracowitości, pokory i odpowiedzialności za wspólnotę. Choć jego rzeczywisty zawód pozostaje nieznany, tradycja przypisuje mu ten fach z wyraźną intencją ideową.

W obrazach życia sprzed epoki maszyn, zarówno na kartach książek, jak i w produkcjach filmowych, warsztat kołodziejski obecny jest w scenerii wiosek i miasteczek, wkomponowany w ich codzienność. Nawet jeśli nie odgrywa roli pierwszoplanowej, buduje tło dawnych realiów. Praca etnografów i pasjonatów dokumentacji sprawiła, że przetrwała wiedza o całym procesie – od wyboru drewna, przez formowanie elementów konstrukcyjnych, po osadzanie obręczy żelaznej.

Latarnik – opiekun blasku i uosobienie odosobnienia


Zawód latarnika pełniącego służbę przy wybrzeżu, dziś niemal całkowicie zastąpiony przez systemy automatyczne, zyskał w literaturze status metafory oddania, poczucia odpowiedzialności i izolacji. Zanim jednak przeszedł do sfery symboli, miał ogromne znaczenie dla żeglugi. Każde przeoczenie groziło katastrofą, niosąc ryzyko utraty życia wielu osób – trafnie podkreślił to Henryk Sienkiewicz, rozpoczynając nowelę sceną, w której Skawiński ubiega się o niezwykle odpowiedzialną funkcję.

Zawakowało tedy miejsce latarnika, które trzeba było jak najprędzej obsadzić, ponieważ latarnia niemałe ma znaczenie tak dla ruchu miejscowego, jak i dla okrętów idących z New Yorku do Panamy. Zatoka Moskitów obfituje w piaszczyste ławice i zaspy, między którymi droga nawet w dzień jest trudna, w nocy zaś, zwłaszcza wśród mgieł podnoszących się często na tych ogrzewanych podzwrotnikowym słońcem wodach prawie niepodobna. Jedynym wówczas przewodnikiem dla licznych statków bywa światło latarni.
 

(Henryk Sienkiewicz, „Latarnik”)

Dopiero zestawienie ciężaru odpowiedzialności spoczywającej na barkach bohatera odsłania pełen wymiar jego przeżyć. Sienkiewicz z dużą wrażliwością pokazuje, jak intensywna potrafi być tęsknota i jak mocno dzieło literackie oddziałuje na człowieka – tak bardzo, że zmęczony życiem tułacz zapomina o przyjętej roli. Zderzenie emocjonalnego poruszenia z wymaganiami zawodu staje się osią opowieści i sprawia, że historia zyskuje wymiar ogólnoludzki, niezakorzeniony w jednym miejscu czy czasie.

To właśnie ten konflikt między głosem wewnętrznym a powinnością nadaje „Latarnikowi” ponadczasowy charakter. Opowieść nie zatrzymuje się na jednostkowych losach – porusza temat przynależności, potęgi kultury i kruchości ludzkiej natury w konfrontacji z przypisaną funkcją. Dlatego utwór Sienkiewicza zapisał się trwale w zbiorowej wyobraźni, stając się symbolem napięcia między osobistym przeżyciem a narzuconą powinnością.

Dawne profesje utrwalone w kulturze filmowej i scenicznej

Choć wiele z dawnych zawodów zniknęło z codzienności, wciąż odnajdujemy je w przekazach kulturowych. Film, muzyka i teatr potrafią w sugestywny sposób przywołać charakter pracy fizycznej, brzmienie narzędzi czy atmosferę konkretnego miejsca. Dzięki tej sile wyrazu, przedstawione postacie wpisują się w zbiorową świadomość, przyczyniając się do zachowania pamięci o dawnych zajęciach.

  • Młynarz – niegdyś centralna postać życia wiejskiego, odpowiedzialna za przemiał ziarna. Obraz młyna jako przestrzeni społecznej powraca w filmie „Znachor” – zarówno w adaptacji Jerzego Hoffmana, jak i Michała Gazdy. To właśnie tam główny bohater odnajduje azyl, a Prokop, choć surowy, okazuje się postacią pełną empatii.
  • Dorożkarz – był integralną częścią miejskiej codzienności. Choć dziś jego obecność ogranicza się głównie do atrakcji turystycznych, postać ta symbolizuje dawny rytm życia. Utrwalono ją w kinie, a także w twórczości Stanisława Grzesiuka.
  • Zecer – specjalista od ręcznego składania tekstu do druku. Choć technologia całkowicie zastąpiła ten fach, jego charakter pokazano w filmie „Czwarta władza” („The Post”) Spielberga, gdzie staje się niemym świadkiem zmagań o niezależność mediów.

Dlaczego warto zachować pamięć o dawnych profesjach?

Pielęgnowanie wiedzy o zawodach z przeszłości to coś znacznie więcej niż sentymentalne wspomnienia. To działanie o głębokim znaczeniu społecznym i tożsamościowym. Informacje o dawnych profesjach pozwalają lepiej zrozumieć rozwój struktur społecznych, mechanizmy gospodarcze oraz więzi międzyludzkie. Ukazują codzienne warunki życia minionych pokoleń, zmagania, z którymi się stykali, oraz kompetencje, dzięki którym potrafili nie tylko przetrwać, lecz także wzmacniać lokalne społeczności. Tego typu wiedza ułatwia budowanie dialogu między pokoleniami – szczególnie dziś, gdy tempo przemian często sprawia, że młodzi nie mają poczucia przynależności do ciągłości kulturowej.

Sięgnięcie do tradycyjnych rzemiosł otwiera nie tylko drzwi do historii, ale też prowokuje do namysłu nad własnym miejscem w świecie. Staranność, skupienie i ręczne wykonanie stanowią przeciwwagę dla mechanicznego tempa codzienności. Metody pracy oparte na uważności i szacunku wobec materiału wciąż mogą inspirować projektantów czy twórców, którzy poszukują alternatywy dla seryjnych rozwiązań. Gdy ten zasób wiedzy trafia do szerszego grona odbiorców zabezpiecza dziedzictwo niematerialne i przypomina, że oddanie sprawie, odpowiedzialność oraz zaangażowanie zachowują aktualność również dla młodych.

Refleksja nad przemijającymi zawodami

W realiach nieustającego rozwoju to właśnie sfera kultury przejmuje rolę powiernika tego, co przemija. Za pośrednictwem literatury, filmu oraz sztuk wizualnych dawne specjalizacje odzyskują znaczenie – nie jako suche definicje, lecz jako świadectwa codziennego trudu, umiejętności i ludzkiej pasji. Artyści przywracają nie tylko obraz dawnych narzędzi i sposobów pracy, lecz także przybliżają atmosferę – od odgłosów warsztatu po rytm powtarzalnych czynności. Tego typu przedstawienia sprawiają, że zanikające profesje trwają w zbiorowej świadomości, przypominając o dziedzictwie i mogąc inspirować nowe pokolenia. To dzięki artystycznemu spojrzeniu nabierają nowej treści – zostają osadzone w kontekście, który spaja to, co było, z tym, co jest i co dopiero nadejdzie.

Źródła:


Artykuł powstał we współpracy z partnerem serwisu.
Autor tekstu: Joanna Ważny

 

» powrót

Uratowane dzięki sztuce